Przejdź do treści

Wdzięczność

Kiedy 3 miesiące temu otrzymałam pytanie czy poprowadzę grupę dziewczyn o 7 lat młodszych jako animatorka, bo nie było nikogo innego, kto mógłby się tego podjąć, trochę postawiona pod ścianą, zgodziłam się. Zdałam sobie sprawę na co się tak na prawdę porwałam dopiero, gdy doszło do pierwszej odprawy animatorów. Jako uczestniczka w spotkaniu formacyjnym zrozumiałam, że przestałam być jedynie osobą, która szuka drogi do Niego przez wiarę i świadectwo innych, ale sama wkraczam na drogę, gdzie sama mam stać się drogowskazem skierowanym ku Niemu.

Byłam przerażona. Należałam do wspólnoty krótko, byłam dość niedawno (ale za to solidnie) nawróconą osobą. Teraz widzę (jedynie po części, ale jednak) geniusz Boga, który przejawił się w tym jakie decyzję przez to podjęłam. By temu wszystkiemu jakkolwiek (ale też jak najlepiej) sprostać położyłam jedyną siłę w Jezusie, ofiarowałam wszystko kierownictwu Ducha. Dla mnie nie istniało inne rozwiązanie, bo sama za bardzo łaknęłam i szukałam Boga w życiu. Za bardzo byłam niepewna siebie dlatego nie chciałam, by cokolwiek miało wychodzić ode mnie. Oparła się na moim Pocieszycielu i Obrońcy, a za podporę służył mi Jego krzyż.

Posługa nie jest łatwa. Wielokrotnie nie mam siły się zebrać, często dopada mnie bezsilność, czasem brak pomysłów. Bardzo często ,prawie do ostatniego dnia, nie mam stricte nakreślonego konspektu spotkania. Czasem dopiero po zastrzyku „boskości” na własnym spotkaniu formacyjnym wpadam na pomysł co może warto poruszyć. I tak ogromnie dużo rzeczy wychodzi po prostu z zaufania temu, że to nie ja tutaj dyryguję. Wiele słów pojawia się wcześniej nie sformułowanych w moim sercu, takich, których nigdy przedtem nie dostrzegałam. Bardzo często dopiero wypowiadając niektóre słowa odkrywam nowe płaszczyzny ukryte na tak płaskich, cienkich i niby lichych kartkach Pisma.

Działanie jest proste. Przygotowuje na spotkanie jedynie fragment, może kilka pytań, jedną główną myśl tematu czy może hasło. Ale zawsze uzbrajam się w wielki worek, który Bóg może wypełnić hojnie aż po brzegi.

Nigdy się nie zawiodłam. Zawsze jest on tak ciężki, że ledwo jestem w stanie go dźwignąć.

Teraz widzę, jak ogromną łaską jest dla mnie bycie animatorką. Kiedy usłyszałam dzisiaj, że moja działalność jest postrzegana jako posługa to w głowie miałam myśl – to nie ja posługuję dziewczynom, ale Bóg służy mi. Nie robię dużo więcej ponad wołanie w szczerej modlitwie o to, żeby przyszedł. Nie wołam dla siebie – wołam dla dziewczyn. On jest moim kołem ratunkowym. Sama osobiście nie widzę możliwości, by mieć w sobie dość siły, by potrafić mówić trafnie i właściwie o Kimś tak wspaniałym, złożonym. Czy da się wyjaśnić głębie i sedno Jego obecności? Przecież nie da się go zamknąć w ramy schematów, utrwalić na kartkach książek z długimi wyjaśnieniami, nie można Go w żaden sposób skategoryzować ani usystematyzować. Tylko napełnieni Duchem jesteśmy w stanie zdziałać coś odrobinę sensownego.

Za każdym razem gdy sięgam po Biblię mogę w tak znanym, tak często odczytywanym fragmencie odnaleźć, wyłuskać coś innego. W końcu tam mieści się historia nas wszystkich. Jest ona tak samo żywa i złożona jak my. Jedyną stałością w niej są nie słowa, ale Bóg, który kryje się za nimi na łamach Pisma Świętego. Dlatego gdy odkrywam z dziewczynami kolejne nowe, piękne, wielowymiarowe aspekty jakiś całkowicie podstawowych, fundamenty czy tak drobnych, ale zniewalających w swej subtelności i delikatności detali doświadczam pełną mocą czym jest życie Jego słowem.

Widzę i czuję, że wiara, mówienie o Nim wyciąga nas z marnego egzystowania i nadaje znaczenia wszystkiemu.

Dzisiaj padły słowa, które moim zdaniem są warte wszystkiego: „Nie wyobrażam sobie życia bez Boga”. Sama czuję je całą sobą. Na naszych zdalnych, prowadzonych przez Skype, niby pozbawionych tak ważnego aspektu jak fizycznej obecności pozostajemy złączone. Mimo trudności, zmartwień, letargu czy szarości takich samych dni potrafimy wtedy trwać razem, obok siebie w duchu z myślą, że bez Niego nie chcemy już jakkolwiek kroczyć w naszej codzienności. Wiemy, że bez Niego nie ma życia. Jedna Osoba, która nam Je ofiarowała i o które zawalczyła kosztem swojego własnego. Dzięki temu, że decydujemy się szukać Go, prosić, albo po prostu domagamy się, by przyszedł On ciągle dodaje wiarę, nadzieję, miłość. Mnoży i mnoży. Zastanawiam się czasem, czy to się kiedyś skończy. Najlepsze jest to, że to jest to dopiero zapowiedź tego, co może być.

One mnie uczą. Przypominają czym jest piękno. Są cudowne, niesamowite. Jestem ogromną szczęściarą, że mogę spotykać się z ich wiarą, świadectwem, drogą, którą kroczą. Czasem po naszym spotkaniu mam ochotę płakać ze szczęścia. Prawie całe swoje życie definiowałam wspólnotę jako coś martwego, niepotrzebnego, niezrozumiałego. Teraz jest ona dla mnie źródłem Jego miłości, więc Jedynym źródłem, do którego pragnę się udawać.

Jestem niesamowicie wdzięczna za to, że mogę wypływać z Nimi na coraz to głębsze wody będąc pewną, że Bóg mocno trzyma je za rękę. Wiem, że gdy stawiają pierwsze kroki na powierzchni morza, mają wzrok utkwiony w Nim. W momencie, gdy zaczynają tonąć i wołają do Niego ja mogę wskoczyć za nimi do wody i dołączyć do tego krzyku o Jego ratunek.

Nie pierwszy raz przychodząc z takimi okruchami dobra, jakie mam. Bo jestem tylko człowiekiem, niedoskonałym i nie niezłomnym w wierze. Jednak Bóg działa takie cuda, że często nie możemy skończyć rozmawiać o Nim, dzielić się doświadczeniem i poznaniem Go. Jego Ducha jest po prostu za dużo, by miało to ugasnąć.

Niech tak wydarza się tak często, jak to możliwe. Amen.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *