Przejdź do treści

Nie umiemy kochać

Last updated on 22 listopada 2020

Nie umiemy kochać. Jest w nas tak wiele barier budowanych od najmłodszych lat. Tłumiona autentyczność, powściągliwość w emocjach, ostrożność z tym co i komu się mówi, nauka, by nie ufać wszystkim, utracone przyjaźnie i związki prowadzące do żalu, dystansu, niepewności nowo spotkanych osób i koniec końców ogromna samotność serca. Przez to tracimy prawdziwość, szczerość w tym kim jesteśmy i co odczuwamy. Nie przyglądamy się należycie emocjom, nie dbamy dostatecznie o to, czego potrzebuje nasze serce, bo powinniśmy być cisi, ulegli, opanowani, spokojni, niezdradzający się z niczym.

Jesteśmy powołani by kochać, bo otrzymaliśmy dar miłości Boga.  Tylko przez rozwijanie, pomnażanie go, dbanie o to by pięknie kwitł i wzrastał możemy go doświadczać. Gdy chowamy go w sercu lub zakopujemy w ziemi i go tam zostawiamy, to on obumiera. Niepodlewany, zapomniany, schowany jedynie dla własnego użytku. Wszystko to zabija to, co chce nam dawać Bóg. Posyła nas z miłością, z otwartością do ludzi, z nadzieją, wiarą i ciepłem, bo wie, że tylko przez dzielenie się Jego darem jesteśmy w stanie zapełnić brak miłości w sercu. Jednak nie jest to możliwe, jeśli w środku jesteśmy wyprani z emocji, nie umiemy doceniać małych rzeczy, jesteśmy nauczeni by być opanowani, stonowani, nieszczerzy w tym, co czujemy, nie mówimy o swoich potrzebach. Przez to wszystko tracimy swoje życie, tracimy miłość Boga, tracimy szansę bycia Jego świadkami.

Jednym z kluczowych momentów mojego nawrócenia było ukazanie mi prawdy o sobie. Zdarcie wszystkich masek, poprowadzenie mnie we wszystkie zranione miejsca, objaśnienie mi czego tak na prawdę brakuje mi w życiu. Wypunktowanie jak sama siebie krzywdzę, odkrycie jak dużo żalu, braku przebaczenia dla innych, dystansu i bólu jest w sercu, które uczono „chować się i się nie wychylać w życiu”. Dostałam „nakaz” bycia w końcu autentyczną. Nauczyłam śmiać się szczerze, uśmiechać się szeroko, płakać gdy jestem zmęczona lub smutna, mówić ludziom, co mnie denerwuje gdy zachowują się nie okej, zwracać uwagę, gdy się z czymś nie zgadzam. Dostałam kopniaka, żeby wyjść z tej skorupy, cienia i zacząć oddychać. Wyjąć z ust ten knebel hamujący we mnie odwagę, by być człowiekiem z krwi i kości, miłości i cierpienia, nadziei i upadków, umarłym i zmartwychwstałym. Nie wiedziałam wcześniej jak bardzo on utrudniał mi oddychanie. Ale dzięki temu wiem teraz jak cudowny jest każdy dzień bez tej blokady na sercu. Wiem też, że bardzo nie chce wpakować sobie podobnego knebla ponownie.

Brakuje nam autentyczności. Brakuje nam skupienia się na swoich potrzebach. Brakuje nam czasu dla siebie, dla Boga, dla ludzi. Pędzimy za głupotami, gubimy się na zakrętach obowiązków, nakładamy okulary przeciwsłoneczne w mroku by w żaden sposób nie dostrzegać miejsc, gdzie jest jeszcze większa ciemność. Potem na ślepo szukamy dróg prowadzących ku szczęściu i światłu, jednak trafiamy w miejsca, gdzie okazuje się, że czerń może być jeszcze głębsza niż nam się wydawało.

Czy my w ogóle chcemy kochać ludzi? Mamy w sobie odwagę powalczyć o autentyczność w przeżywaniu? Pragniemy naprawdę dotknąć Jego miłości?

Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”.

Łk 17, 10

To jest klucz Jego ofiary. On, jako Nauczyciel, uniżył się by umyć nam nogi. Posłał nas jako sługi, nie większe od żadnego napotkanego człowieka. Bo darmo dostaliśmy, darmo powinniśmy dawać. Tylko wtedy ziarnko gorczycy rośnie. Tylko wtedy chleby mogą być pomnożone. Tylko wtedy jest szansa, że można poczuć czym jest Jego miłość. To jest czas, by zawołać do Boga. Niech uczy nas miłować ludzi, niech da nam odwagę by wyjść z mroku, niech uleczył nas z tych ran zasianych przez brak dostatecznego poczucia bycia kochanym, bycia trędowatym w odczuwaniu, przeżywaniu, dotykaniu dobra.

Gdy wchodził do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami”. Na ich widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom”. A gdy szli, zostali oczyszczeni.

Łk 17, 13

Słowo dopełnia słowo.

Tylko co jeśli to, co będziemy dawać i to z czym będziemy wychodzić do ludzi zostanie zmieszane z błotem, podeptane, porzucone, wzgardzone? Jeśli ponownie zostaniemy z poranionymi sercami, opluci i odrzuceni? Jeśli pojawią się kolejne zawiedzione relacji i poczucie bycia niedocenionym?

Nie unikniemy tego. Ciągle mam przed oczami Jezusa, który został właśnie tak potraktowany, a przecież przyszedł, żeby ofiarować, pokój, zbawienie, przebaczenie i zwycięstwo nad grzechem. Tak my, ludzie, potraktowaliśmy miłość.

Zostaliśmy zaproszeni by iść Jego śladami. Nasza droga, podczas której mamy uczyć się kochać innych, otwierać serca na ludzi, będzie bardzo podobna. Wielokrotnie dostaniemy coś, na co wydaje nam się, że nie zasługujemy. W końcu nikt nie zasługuje, by Jego miłość była odrzucona. Tym bardziej Bóg. Ale przyjął to i powiedział, że jest ponad to. Dlatego tak ważne jest, żeby wracać do Niego.

Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: „Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec”.

Łk 17, 14-18

Dziękować za siłę, uzdrowienie, podnoszenie z kolan. To będzie nam przypominać o źródle. Skąd czerpać miłość do ludzi? Kto uczy nas wybaczać? Kto nas podnosi z kolan? Kto jest naszym wzorem i w kogo wierzymy? Komu oddajemy swoje życie? Kogo kochamy ponad wszystko? Gdzie jest początek i koniec? Gdzie pokładamy naszą nadzieję? Na czym dokonało się zbawienie i co poprzedza zmartwychwstanie? Musimy codziennie przypominać sobie na jakich fundamentach położona jest miłość i nasza wiara. Jaką drogę przebywa się idąc śladami Jezusa. Ile w niej jest wpisanego cierpienia, ale też błogosławieństwa.

Do niego zaś rzekł: „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła”.

Łk 17, 19

Tylko gdy będziesz do Niego wracać będziesz słyszeć słowo wstań.

Nie mamy nic co mogło by nas uzdrowić. Poza wiarą.
Nie ma takiego lekarza, który mógłby nas uleczyć. Poza Bogiem.
Nie ma nic, o co można walczyć. Poza miłością

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *