Przejdź do treści

Wyjście z komory

Odchodząc z Kafarnaum Jezus ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną”. On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to faryzeusze, mówili do Jego uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?”
(Mt 9, 9-12)

Podejrzewam, że większość wierzących ma problem ze zrozumieniem, że Bóg, przychodząc do nas, powołuje nas dokładnie takimi, jakimi  jesteśmy, do kroczenia za Nim. W każdej chwili naszego życia kierowane do nas jest zaproszenie „pójdź za Mną” – z naszymi słabościami, grzechami, lękami, wadami. Mimo, że w sercach wyryły pewien ślad momenty naszych upadków, z których człowiek długo podnosił się z kolan, niedociągnięcia i niedopatrzenia w naszym postępowaniu, miejsca, gdzie mogliśmy coś robić lepiej i dać od siebie więcej, niepowodzenia i złe decyzje, których żałujemy i które niosą ze sobą jakiś negatywny skutek rzutujący na nas, nasze otoczenia ludzi dookoła. Z tym wszystkim mamy się dźwignąć, wyprostować i poczynić kilka pierwszych kroków za Jezusem.

Nie zawsze jesteśmy w stanie usłyszeć ten głos. Każdy z nas buduje dookoła siebie różne komory. Jako fundamenty kładziemy nasze błędy, wznosimy mury z własnych wad i grzechów, wykańczamy sufit żalem do siebie i świadomością, że nie znajdzie się nikt, kto będzie mógł nam wybaczyć i pokochać nas takimi, jakimi jesteśmy – oblepieni brudem, zamknięci w czterech ścianach, odcięci od reszty świata. Na szczęście to, gdzie możemy się zatrzasnąć, zapętleni w myślach: jestem do niczego, w tylu miejscach zawodzę, jest tyle rzeczy do poprawy, z takimi defektami nigdy nie powinienem wychodzić do ludzi; nie odgradza nas całkowicie od Boga. Zdarza się, że zagłuszamy te wołanie swoim krzyczeniem: „Nie! To nieprawda! Ty mnie takim nie chcesz! Nie mogę iść za Tobą będąc taką osobą! Twoja miłość nie może być taka ogromna!”.

Czasem jest też tak, że chcemy wyjść z pomieszczenia, lecz strach przed byciem ocenionym, wyśmianym, obgadanym jak biblijny Mateusz nas hamuje. Potencjalna łata słabeusza, grzesznika, kogoś spisanego na straty, która może zostać do nas przyklejona. Może mielibyśmy w sobie dość siły, by pójść za Nim, ale myślimy, że od razu znajdą się tacy, którzy będą chcieli nas zdyskredytować, odebrać nam godność Dziecka Bożego; powiedzieć nam, żebyśmy się nie łudzili i przestali myśleć, że to nas Jezus woła – ludzi najgorszego sortu, raniących siebie, innych i Boga. Dlatego też nie w stronę Niego padły pytania faryzeuszy. Zostały one skierowane do ludzi, bo celowane w tamtą stronę słową innych mogą kreować naszą samooceną i wpływać na nasze postrzeganie siebie.

Ile razy, kiedy stajesz przed sobą i wiesz, że coś schrzaniłeś, jesteś wolny od wątpliwości? Jesteś świadomy, które osoby w twoim życiu są takimi uczonymi w Piśmie, który przysłania ci perspektywę bycia kochanym przez Boga? Czy są to ludzie, którzy będą wypominać ci twoje błędy? Bliscy, których zraniłeś? Ci, którzy tylko czekają na Twój błąd, gotowi, by cię wyśmiać, zdyskredytować lub pogrążyć? Może jesteś nimi ty sam, nieustannie wzbudzający w sobie pretensje za nasze słabości, żale za grzechy czy upadki lub chęć bycia perfekcyjnym, bez żadnych wad?

Czy te słowa faryzeuszy są dla ciebie czymś, co powstrzymuje cię od wyjścia z komory? Umiesz dosłyszeć w tym wirze obgadywania jedną odpowiedź, która może pozbawić znaczenia całą wcześniejszą „ludzką” pespektywę dostrzegania tylko twoich błędów?

On, usłyszawszy to, rzekł: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.
(Mt 9, 13)

Po ataku następuje obrona. Do tych, którzy będą chcieli cię zgasić, odciągnąć od Niego – On mówi. „Idźcie. Nie rozumiecie Mnie. Jego, dokładnie takim jaki jest, chcę. I Ja go uleczę – bo wiem jak mocno może kochać.”. Czy jesteś świadomy tego, że Bóg chce cię chronić przed wszystkim, co powoduje, że zamykasz się w celi? Czy wiesz, że On nie tylko przyjmuje twoje słabości, które są i będą się pojawiać, akceptuje twoje wady, przebacza ci grzechy, ale także chce cię uzdrawiać ze zniszczenia i spustoszenia, które sieje zło.  Jezus pragnie dawać ci siłę do walki ze wszystkim i za każdym razem, gdy wejdziesz z powrotem do tej komory będzie krzyczeć „Pójdź za Mną!”

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *