Przejdź do treści

Winnica

Last updated on 23 września 2020

Mt 20 1-16

Kolejny dzień, kolejna przypowieść.

Dzisiaj wiara zostaje przyrównana do ciężkiej pracy w słońcu, spiekocie, upale, i która jest po ludzku całkowicie nieopłacalna, bo nie ważne czy pracujesz cały dzień, czy jedną godzinę przysługuje ci ta sama wypłata. Może paść pytanie – czy w takim razie warto trudzić się całe życie, skoro można „przeczekać” większą jego cześć nastawiając się na bycie jedną z tych osób, którym uda się „ostatnim rzutem na taśmę” spotkać Boga i dostać się do Nieba. Skutek jest ten sam, a lata młodości, zabawy, wolności od pracy i trosk o przyszłość nie zostaną nam odebrane.

Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?”  Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy!” 
Mt 20, 6-7

Tylko takie życie bez Boga, czas niepodejmowania się zleceń od Niego skutkuje latami letargu, marazmu i bezczynności. Taki obraz przypomina mi dryfowanie po powierzchniach wód życia bez możliwości kontroli nad tym, dokąd się płynie. Nasza łódka jest wtedy pozbawiona steru i nie mamy wpływu na to gdzie nas zabierze. Dlatego rezygnujemy z walki o bycie kapitanem statku, tracimy chęć do podejmowania różnych działań i decyzji. Stajemy się obojętni wobec swojej codzienności, znieczuleni na to co się wydarzy i gdzie się znajdziemy. Tracimy sens naszej życiowej wędrówki. W skrajnych sytuacjach przestajemy się łudzić, że cokolwiek może się zmienić.

Ciężko mi wyobrazić sobie dzień, w którym szukam jakiegoś zajęcia (podejrzewam ze z takiego powodu ludzie zatrudniani przez gospodarza się tam znaleźli) i czekam 11 godzin, aż ktoś zdecyduje się dać mi prace. Ilu negatywnych emocji  takich jak: rezygnacja, frustracja, zawód, poczucie bezsensu, chęć poddania się musiałabym doświadczyć? I w końcu jak ogromnie cieszyłabym się, ze znajdzie się ktoś, kto zdejmie z moich barków cały ten ciężar wątpliwości, trosk, beznadziei i w końcu nada temu dniu – który jest symbolem mojego życia – sens.

Życie wiarą to nie tylko doświadczanie i spotykanie Boga, ale też nasz ogromny nakład pracy by Go umieć w swoim życiu odnajdywać. Aby budować wzajemne relacje potrzebny jest wysiłek z obu stron, nieustanna praca nad sobą, chęć poświęcania czasu i gotowość do inwestowania w tę przyjaźń. Tak samo wygląda więź między Bogiem, a człowiekiem. Czasem jest ona pełna wyrzeczeń, kompromisów i kłótni. Trzeba pamiętać, że nie zrywa się jej gdy ma się gorszy dzień, kiedy musimy borykać się z różnymi problemami lub w momentach gdy przytłacza nas ogrom myśli i emocji, z którymi nie umiemy sobie poradzić. Nie możemy się poddawać i rezygnować z miłości dawanej przez Boga tylko walczyć o odwzajemnienie jej, o siebie. Czasem musimy stoczyć bitwę przeciwko światu i ludziom dookoła.

Tym co zyskujemy – jest miłość, akceptacja, przebaczenie oraz siła do mierzenia się  z negatywnymi aspektami rzeczywistości, umiejętność cieszenia się wszelkim dobrem, które codziennie możemy doświadczać. Dodatkowo otrzymujemy obietnicę życia w przyszłym świecie – wolnym od wszelkiego zła, cierpienia, łez – nieustannie ucztując, bawiąc się i spędzając czas z osoba, która kocha cię tak wielką i bezwarunkową miłością, jakiej nie doświadczysz od żadnego człowieka.

Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi
Mt 20, 16

Ten wers odczytuje jako przestrogę, że czasem ten czas pracy i wysiłku przysłania nam naszą nagrodę. Mamy pretensje do Boga, że inne osoby, szczególne te świeżo nawrócone, są obdarzane przez Niego ogromnymi łaskami. One promienieją ogromną radością, chęcią działania, energią i stają się „przykładnymi”, entuzjastycznymi świadkami Jezusa, zajaranymi jego miłością. My za to wtedy walczymy ze zmęczeniem, brakiem sił, trudnościami. Czasem też wchodzimy w jakąś rutynę czy przyzwyczajenie do obecności Boga w naszym życiu jest szansa. Zatracamy w tych wszystkich przypadkach sens po co w ogóle się trudzimy. Może nami zawładnąć żądza „chcemy więcej!”. Na swoje bogactwo podarowane nam od Boga zaczniemy patrzeć jako „należy nam się więcej!”. Bóg stanie się dla nas kimś, kto ma działać jako handlowiec, traktować nas współmiernie do tego, co dla Niego robimy. Przez to odbieramy sens bezgraniczności Jego miłości, odrzucamy fakt ofiary Jezusa, która umożliwia każdemu uzyskanie przebaczenia. Jako ludzie, którzy nie zasługujemy na królestwo niebieskie przez nasze słabości, grzechy zaczynamy przez taką postawę rościć sobie jeszcze większe prawa do tego, na co nigdy nie uda się nam zapracować.

Dlatego czasem warto w pędzie dnia, obowiązkach, wirze zajęć, trosk czy kłopotów stworzyć sobie przestrzeń do ciszy, w której zdasz sobie sprawę, że czekasz na bycie zatrudnionym. Że potrzebujesz modlitwy, chcesz spotkać Boga przez sakramenty, lekturę Pisma, oddanie mu wszystkiego, z czym sobie nie radzisz, albo podzielić się tym, co sprawiło ci radość. Jest to też czas na codzienne rozważanie znaczenia takich tajemnic jak wybawienie, zmartwychwstanie, śmierć, obietnica Królestwa Bożego, miłosierdzie oraz ofiara. Można także odnaleźć na mapie swojej osoby, w którym miejscu znajduje się skarbiec w postaci twojego serca, i czy gromadzisz tam diamenty otrzymywane od Boga, czy tylko cyrkonie udające te drogocenne kamienie, które może dać ci jedynie Jezus, jednak odnajdywane w świecie materialnym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *