Last updated on 11 października 2020
Synu, jeżeli masz zamiar służyć Panu,
przygotuj swą duszę na doświadczenie!
Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy,
a nie trać równowagi w czasie utrapienia!
Przylgnij do Niego, a nie odstępuj,
abyś był wywyższony w twoim dniu ostatnim.
Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie,
a w zmiennych losach utrapienia bądź wytrzymały!
Bo w ogniu doświadcza się złoto,
a ludzi miłych Bogu – w piecu utrapienia.
Bądź Mu wierny, a On zajmie się tobą,
prostuj swe drogi i Jemu zaufaj!Syr 2, 1-5
Przygotuj swą duszę na doświadczenie.
Złapałam się na tym, że pragnę trwać w szklanej bańce miłości Boga nieustannie napełniana Duchem Świętym – w miejscu pustyni, bez zmartwień, bez kłopotów, bez trosk, bez ludzi, którzy mają problemy, bez przełamywania barier i wychodzenia ze strefy komfortu. Mająca możliwość czerpać w dowoli ze Słowa Bożego, posiadając spokojne serce. A jednak niechętna, by wyjść z tym na światło dzienne, bo jest awersja i świadomość, że konieczne będzie działanie przeczące logice tego świata.
Ostatni tydzień mocno kierował moją uwagę na to, że to nie w obszarach dobra, ciepła i wsparcia mamy głosić Jezusa, a właśnie tam gdzie są łzy, jest rozpacz, potrzeba uleczenia, zranienie, brak nadziei i wiary, zagubienie, zatracenie, nienawiść. Uświadamianie sobie, że trzeba być gotowym słuchać i przyjmować historie osób z sercami podziurawionymi jak po serii z karabinu maszynowego, przełamywać mury zbudowane z pozorów i masek, lichych konstrukcji, które mają z pozoru wyglądać jako stabilne budowle życia, odpychać uprzedzenia i oceny, by kogoś bliżej poznać. Konieczne jest zdecydowanie na przyjmowanie nienawiści po to, by móc siać miłość.
Warto uzbroić się w pokorę, że nie wszystko wyjaśnimy, że z pozoru jawne przedstawienie trudnych sytuacji w Piśmie Świętym nie jest tak prosto przekazać osobie, która jest emocjonalnie rozbita. Natchnieni Duchem Świętym i upojeni bliskością Boga, zajarani odkrywaniem prawdy o Nim, możemy chcieć stać się dla innych wszechwiedzącymi, jak Bóg, autorytetami i myśleć o sobie jak o osobach, które są w stanie zawsze skierować do kogoś pocieszenie, znaleźć adekwatną odpowiedź czy klarowne objaśnienie jakiejś sytuacji i czyjegoś postępowania. Dodatkowo świadomość tego, że grzech nas niszczy, a jedyną skuteczną bronią jest miłość Boga, ofiara Jezusa i zawsze obecny Pocieszyciel nie sprawia, że jesteśmy gotowi na emocje związane z konfrontacją z działaniem zła. Szok, zawód ludźmi, niedowierzanie ogromu okrucieństwa i obojętności – prosta droga ku zwątpieniu i chęci wycofania się od głoszenia w takich miejscach miłości.
Pragnąc być tylko cudownie błyszczącym złotem i podziwiać błysk tego szlachetnego kruszcza w innych – czy jesteśmy gotowi na próbę w ogniu?
To, że nam łatwo odnajdywać Boga w swoim życiu, nie znaczy, że wskazywanie na Niego jest tak samo proste. Czasem warto przypatrzeć się drogom, które zawiodły ludzi do Boga. Wtedy może w nas pojawić się myśl, że po ludzku to jest niemożliwe, by w takiej sytuacji nie zwątpić i się nie pogubić, a dla Niego ten moment stał się kluczową chwilą spotkania. To skłania do pytań – czy ja naprawdę wierzę w Jego wszechmoc? Czy nie miarkuję siły Boga swoim ograniczonym postrzeganiem?
Czy sam, w momentach trudu czy wątpliwości, chcę umacniać się Bogiem? Czy wolę mówić : „odejdź ode mnie, bo jestem grzeszny”? Kluczowe jest ciągłe doświadczanie tego, że jest się w swojej wierze kimś wątłym, lichym, chwiejącym się na wietrze, by samemu nie popaść w pychę bycia silnym, nie do zdarcia, zdolnym mierzenia się ze wszystkim. Bo takie skrajne momenty zwycięstw pchają nas ku pokusom przypisywania tego sobie, co skutkuje chęcią polegania na sobie, wygórowanego postrzegania siebie i brak dostrzegania barier, które tylko z Bogiem można przeskoczyć. Inną stroną takiej „duchowej siły w Bogu” są momenty, gdy wyrywamy się by pouczać, dzielić się Bogiem upojeni tym, co Duch Święty odkrywa na łamach Biblii, zapominając lub tracąc umiejętność by na chwilę zamilknąć, przystopować, usiąść w ławce szkoły Jezusa i dalej się uczyć, kształcić.
Nie można też uciekać od życia, obowiązków, ludzi czy podejmowania działań. Jesteśmy powołani do inwestowania w ten świat poprzez budowanie w sercach ludzi obiektów trwałych w królestwie niebieskim, a nie do przechadzania się obojętnie po pustkowiach dusz. Pustynia spotkania z Bogiem jest konieczna, by nasycać się Jego miłością, słuchać kierowanej personalnie do siebie nauki, móc przyglądać się sobie i pragnieniom swojego serca, a także słabościom. Niech ona w naszym sercu stanie się czymś koniecznym do życia, a nie ucieczką od powołania do codzienności. Niech to nie będzie kryjówka tchórza, który stroni od prób, ale tarczą dla kogoś, kto mimo lęku i bycia niedoskonałym, decyduje wyruszyć się na bój, by szukać Jezusa w sercach ludzi.

