Przejdź do treści

Zasada Ograniczonego Zaufania

Last updated on 23 września 2020

Liczne cuda uzdrowienia serc wielu ludzi – specjalność Pana Boga. Ale na tym nasza przygoda z Nim nie może się skończyć. Obleczeni w „nowe” życie wkraczamy na drogę wytyczoną przez Jego wskazania i przykazania, z pełnym uposażeniem dostarczonym prosto z Góry – Ducha Świętego, przebaczeniem, miłością i światłem, które potrafi rozświetlić każdą ciemność. Brzmi genialnie i ultra przyjemnie. Ale wszędzie są haczyki.

Bo ta ścieżka przebiega przez każdy jeden aspekt twojego życia, przecina utarte szlaki i miejsca dobrze znane, punkty, do których nie chcemy już więcej zaglądać. Zweryfikowane, z odpowiednim podejściem do poszczególnych postojów i drogami wychodzącymi z nich. I jesteś zaproszony do tego, by je odwiedzać. Badać dokąd można dojść z każdego, jednego przystanku, co cię czeka u wylotu trawersu.

I czasem jednym z trudniejszych momentów, gdy jakieś uschnięte miejsce, które było zintegrowane z cierpieniem, bólem, zranieniem staje się z powrotem czymś pięknym, życiodajnym, zielonym. Jednak nie zawsze chcemy się z niego ruszać. Wolimy zostać gdzieś, zachwycać się działaniem Uzdrowiciela – tkwiąc jakby w letargu. Boimy się opuszczać tę przystań, bo to oznacza zmierzenie się z tymi zaleczonymi ranami. Z tym, że one nie są punktem kończącymi jakiś etap życia, bardziej jako coś ubogacające to, co czeka cię dalej. I dlatego mamy odkrywać, co jest u drugiego końca szlaku.

A bardzo często po zawiedzonym zaufaniu – przebaczyliśmy i czujemy się uleczeni z żalu i rozgoryczenia, ale nie zawsze chcemy ufać ponownie. Po utraconej przyjaźni – ciężko nam zdecydować się na nową znajomość, bo potrafimy sobie przecież radzić bez tej jednej osoby, po co nam nowa. Po tym jak musieliśmy się borykać z samotnością i opuszczeniem i w końcu przestała ona być dla nas czymś co nas niszczy – nie zawsze chcemy ponownie próbować zapełnić wyludnioną polanę ludźmi. Myślisz, że jest dobrze jak jest – zapominając o perspektywie ile dobra i ciepła inne osoby wnoszą. Pragnąc kochać – będąc pokochanym przez Boga, ciężko ci otworzyć się na innych na tyle, żeby oni mogli pokochać ciebie – chcesz dawać, ale nie potrafisz zdobyć się na to by brać. Zacząć akceptować siebie – ale jednak woląc nie wystawiać się na komentarze innych, by pozostać w strefie komfortu. Zacząć przestać gonić za celami, które okazały się nietrafione, ale bez motywacji, żeby walczyć, o to co wytyczy ci Bóg.

Kiedy zostałeś wyleczony, ale jednak jesteś przyszpilony do tej rany.  Myśląc mam się dobrze – ale nie zauważasz, że tkwisz w miejscu. Póki nie wyjdziemy z dawnego „martwego punktu” będzie on nas wiązać. Ukryty strach będzie ograniczać i uniemożliwiać bezgraniczne zaufanie, zawierzenie Bogu. Walka z lękiem żeby nie wróciło to co było, a przez to niedawanie sobie szansy, na odnalezienie ścieżki wychodzącej z tej strefy – bo nie wiemy co będzie na końcu, dokąd to zaprowadzi, czy nie trafimy na kolejny ból, zawód.

Tak skrzętnie chowamy w sobie strachy, fobie – od najmniejszych – łatwych do pominięcia – do tych ogromnych, z których uciekamy w inne miejsca, punkty. Udajemy, że ich nie ma – byle tylko nie wejść w to, co przeraża nas najbardziej. Wywinąć się od spróbowania czegoś na nowo, z Bogiem – by znowu uczyć się kochać, ufać, zdobywać cele, rozwijać się, szukać tego, czego pragniemy, stawać czoło różnym problemom. Powód leży w braku wiedzy i nieumiejętności przewidzenia finału. Stosujemy zasadę ograniczonego zaufania. Tam gdzie widzimy, że to się dobrze skończy – tak, bardzo chętnie za Tobą idę Boże. Ale każesz wychodzić mi z ran? A co jeśli znowu to się skończy przykrością?

I z jednej strony wydaje nam się, że to logiczne, że się boimy tego, co jeszcze nie nastało. To naturalne, że doświadczenia żywo odbijają się na nas samych – nie w sposób niszczący, ale jednak przypominają o sobie. Ale tutaj powinniśmy postawić sobie pytanie – czy w takim razie wierzymy, że Ojciec, który poświęcił Swojego jedynego Syna, by nas uratować, który oddał nam wszystko, wyniósł Swoją miłość, gotowość wybaczania, a nasz ratunek, zbawienie na krzyż – czy może doprowadzić do sytuacji, która nas złamie, zniszczy? Bo to ten lęk nas blokuje przed całkowitym zaufaniem – że jest opcja, że będzie powtórka z rozrywki.

Jaki masz obraz Boga w głowie? Zdecydujesz się mu zaufać i pozwolisz by wytyczył nowe ścieżki prowadzące do życia z tych ran, przykrych doświadczeń? Postanowisz na nie wejść?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *