Przejdź do treści

Walka o siebie czy przeciwko światu

Last updated on 23 września 2020

Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.
Łk 12,51-53

Jako młode osoby wzrastające w wierze powinniśmy skupić się na odnalezieniu własnej ścieżki życia, swoich mocnych i słabych stron, talentów i płaszczyzn, które wymagają dużego nakładu pracy. Stanie się pewnym siebie, pewnym swojej wartości, odważnym by podejmować coraz poważniejsze, czasem niespodziewane dla innych decyzje jest kluczowe. Wyzwolenie się spod oczekiwań środowiska, ludzi dookoła, utwierdzenie się w sile wynikającej ze świadomości tego, że ma się w sobie niesamowity potencjał, który Bóg chce w pełni wykorzystać, gotowość do wyjścia poza schemat i gotowe plany na życie nakreślone dla anonimowych ludzi. To wszystko może nas kosztować relacje z przyjaciółmi, rodzicami – z powodu niezrozumienia nas przez innych, braku wsparcia w niektórych krokach. Czasem będą momenty, kiedy zostaniemy skierowani na drogę, którą będziemy musieli kroczyć sami, odpierający się próbom zatrzymania nas, stłumienia naszej pewności czy pozbawienia nas siły i determinacji przez napotykane przez nas przeszkody.

W nas samych wypracowywujemy pewne mechanizmy utwierdzające nas w naszych przekonaniach, wartościach, postanowieniach, celach. Asertywność, umiejętność postawienia się gdy ktoś chce cię stłamsić, wyprostowana głowa gdy ktoś próbuje ci pokazać, jak bardzo powinieneś się zastanowić nad tym co robisz. Chcesz być silny i nie do zachwiania z Bogiem, gotowy do wyprawy w każde miejsce, w które będzie chciał cię posłać. Wydaje się to droga poniekąd słuszna – jednak bywa bardzo niebezpieczna.

Bo zdecydowanie za łatwo uciec od mierzenia się z problemem, który rodzi się w jakiś relacjach wymówką – jestem niezrozumiany, bo jestem jaki jestem, taki Bóg mnie stworzył i tego się nie przeskoczy. Tutaj trzeba się zdystansować, odciąć i nie drążyć tematu, bo i tak to nic nie da. Rezygnowanie z otwierania się na ludzi, łatwość w odrzucaniu innych, postrzeganie siebie, jako kogoś, kto musi pozostać w pewnej bańce, do której nikt nie ma wstępu, do głowy pełnej „wyjątkowych” myśli i własnego „ja”. Czasem wchodzi do w kategoryzowanie siebie jako wiecznego samotnika, niezdolnego do zawiązania relacji z kimkolwiek.

Pewność siebie i swoich wartości może przemienić się w zarozumiałość i pychę. Nieskory do przyjmowania krytyki, głuchy na napomnienia, każda uwaga odbierana jako atak na Ciebie, twoją wolność i niezależność. Tworzysz dystans do ludzi, którzy jeśli wysuwają słuszne uwagi, robią to z troski o twoją kondycję duchową i nie czynią tego, by ci zaszkodzić, a ochronić. Bez zestawiania tego, co sam dostrzegasz w sobie z tym, jaki obraz ciebie malują inni nasze przyglądanie się swojej osobie zamienia się w podziwianie autoportretu. I jak można się spodziewać – wolimy wygładzić zmarszczki, usunąć skazy i niedoskonałości. Bo kto spojrzy na ciebie jako kogoś pięknego z tymi wszystkimi niedociągnięciami na swojej twarzy?

Walka ze światem – za łatwo ją przemienić w wojnę totalną przeciwko zastanej rzeczywistości. Kiedy nie tylko chcesz bić się z tym, co jest złe, ale to co nie godzi się z Twoim światopoglądem. Bez chęci zastanowienia, chwili, by przygotować kolejny ruch, chaotyczne działania zamiast postępowania według przemyślanego planu. Nakręceni by działać, skorzy do „pójścia po trupach” byle służyć Jezusowi – może się okazać, że jednocześnie wyniszczamy żyzne gleby, wypalamy miejsca życiodajne. Bo działamy z siłą impetu, bez należytej cierpliwości i odpowiedniej taktyki, specjalnie dopasowanej do zastanej sytuacji. Nie ma kompromisów – albo idzie się z tobą, albo stoi się przeciwko tobie. A jako ci walczący o wiarę nie możemy jej narzucać, wtłaczać w kogoś, przymuszać do niej. Nie wolno nam stawać się tyranami. Powinniśmy stawiać sobie za wzór roztropnego władcę, który wysyła patrole na zwiady, poznaje przeciwnika, pyta doradców. Potrafi rozeznać jakie ma szanse na zwycięstwo, kiedy i jak podejść przeciwnika, a co też jest ważne – potrafi podjąć decyzję o kapitulacji we właściwym momencie jeśli wymaga tego sytuacja.

Walka o siebie za łatwo może przemienić się w walkę przeciwko innym.
Bitwa ze złem w bitwę o swoje racje.
Wojna by umieć radzić sobie samemu w wyniszczające działanie przemieniające żyzną ziemie w pustynie bez ludzi, zaufania i chęci otwarcia się na miłość.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *