Last updated on 11 września 2020
Mówi się, że chrześcijanie to osoby kroczące kilka metrów ponad ziemia, trochę oderwani od rzeczywistości. Tylko, że my musimy „zainwestować” w ten świat, przemienić go, dążyć do tego, by go udoskonalać, przewracać czasem do góry nogami. Dlatego warto się zastanowić w jaki sposób można tego dokonać. Co będzie słuszną i właściwą droga ku temu? Jaki jest w tym wszystkim cel?
Czym dla ciebie jest „twój świat” ? Są nim tytuły, które można tutaj zdobyć, wiedza o tym, co nas otacza i jakie mechanizmy tutaj zachodzą, szacunek i sława, a przez to pewien dorobek, przez który zostaniesz zapamiętany ? A może są nim twoje myśli, doświadczenia, spostrzeżenia, wnętrze? Prawdopodobnie duży wpływ tez na obraz twojej rzeczywistości mają ludzie, wymiar relacji z nimi, jakieś emocje, uczucia? Pomyśl o tym, co cię najsilniej spaja z „naszą” materialną rzeczywistością. Co najbardziej chcesz pielęgnować? Co może jest taką największa kulą u nogi, która ściąga cię ku ziemi?
To co powinno koncentrować kierować nasza uwagę ku temu światu jest miłość. Do tego zaprasza nas Jezus. I to w nią powinnismy inwestować. Brzmi prosto, ale to na ilu płaszczyznach można działać jest nie do przeliczenia.
(ŻART MATEMATYCZNY dla udających umysł ścisły jak ja – prawie tyle ile wynosi continuum)
I są dzialania bądź zajęcia, który z natury są wpisane w definicje szerzenia dobra, naprawiania świata. I kiedy o nich myślimy – mamy w głowie obraz ludzi powołanych do wielkich rzeczy by zmieniać ten świat. Wyobrażamy sobie niesamowite akcje charytatywne, przełomowe szukanie leku na raka, pomoc tej części świata, która ogromnie cierpi. Ale też jest inny aspekt, o wiele bliższy nam, łatwiejszy do osiągnięcia bo jest to coś, co codziennie możemy czynić. W co powinnismy wkładać jak najwiecej i co jest tym, w czym Bóg, jako inwestor, widzi każdego z nas. Jak możemy odmieniać „naszą” rzeczywistość.
Dzieje się to za pośrednictwem wplatania w nią światła, które dostajemy od Jezusa.
I najpierw przez skupienie się na tym, by odnaleźć Boga w swoim życiu, sercu. Poznać czym jest Jego miłość, by móc postawić fundamenty pod budowlę, która masz zostawić na tym świecie. Następnie zatroszcz się o tę relację, zbuduj ją silną, utwierdź przez zaprzyjaźnienie się z Duchem Świętym. Byś miał kanał, gdzie będą płynąć materiały – cegły miłości. I wtedy rozpocznij kolejny etap budowy – tej części będącej ponad ziemią. Twój dobytek dostrzegalny przez innych.
My na prawdę mamy siłę odmieniać ludzi – każdy jeden uśmiech, który ofiarujesz komuś jest promykiem nadziei – czasem dla kogoś jedynym w jakimś gorszym dniu. Każde życzliwe słowo, pochwała to doświadczenie bycia kochanym, wartościowym, kimś na tyle wyróżniającym, ze można to podkreślić. Wystarczy czasem kilka minut uwagi, gotowość wysłuchania by przywrócić komuś poczucie – jestem ważny. Nieoceniające spojrzenie, wybaczenie – coś co pozwoli samemu sobie dać szansę i się zmienić. Doradzanie, przytrzymanie gdy ktoś upada – czasem może uratować przed spadkiem z urwiska. Często nie zdajemy sobie sprawy ile kryje się za tymi najdrobniejszymi gestami, przez które przejawia się to, co pokazywał Jezus podczas Swojego życia. I jaki wzór On pozostawił dla nas, stąpających po tym świecie.
By służyć innym, a przez to uzdrawiać ich dusze oferując uwagę, pomocną dłoń, przyjaźń, kogoś komu można zaufać, zwierzyć się, być gotowym pomoc i ktoś, kto nie będzie mieć problemów z ofiarowaniem swojego czasu. Żebyśmy byli w stani dopełniać ten obraz bycia kochanym przez Boga swoją miłością. Bo często jesteśmy pośrednikami Jego działania, pragnienia pokazania co dla Niego znaczymy. Dokonywać cudów jak otwarcie oczu przez pokazywanie prawdy, zwracanie uwagi gdy ktoś grzeszy, burzenie murów obronnych przed zranieniem, by można się otworzyć na miłość, przenoszenia gór pełnych pychy, zakłamania, oczyszczania świątyni z handlu między nami a Bogiem w różnych sprawach życiowych, które rzutują na nasza relacje z Nim, a wypełnianie jej bezinteresowna, obustronna miłością. Nie oceniać, a być gotowym wybaczyć. Dając napomnienie, żeby nie wracać do grzechu. Przymnażać siłę przez odkrywanie nadziei, że jest ucieczka od mroku, w który wrzuca nas grzech. Byśmy byli światłem, które chce wyciągnąć ludzi z mroku. Motorem do wyjścia z mroku, przyciągnięcia ich do płomienia dobra i miłosierdzia.
I tak przez takie czyny budujemy naszą budowlę, na którą składa się miłość, nadzieja i wiara. Wiele segmentów, każdy oddzielnie wbudowany w serce ludzi, których spotykasz. Trwała, niezmienna, nie do zburzenia – bo jednocześnie budowana w Królestwie Niebieskim.
,,Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.”
Mt 18,18

