Przejdź do treści

Słabość naszą siłą

Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą.

Łk 12, 48

Uważam, że ten fragment Ewangelii może całkowicie odmienić spojrzenie na własne słabości. Bo to, co otrzymujemy, nie zawsze da się określić w samych superlatywach, wskazać palcem co może być miejscem skąd i dokąd zostaliśmy posłani, a także co dokładnie nam zlecono wyprawiając nas w misję.

Na łamach Słowa Bożego Jezus wielokrotnie wychodzi nie do sprawiedliwych, ale do tych co się źle mają. Nie chce powoływać tylko tych silnych, idealnych, ale też tych co niedomagają, odczuwają jakieś pustki i braki (które pchają je do różnych działań bądź, poprzez które są uwikłane w różne uzależnienia). Te wszystkie przykre sytuacje, które nas z początku oddalają od Boga, paradoksalnie, gdy pozwolimy Jezusowi wejść w te rany i razem nad nimi pracować, mogą się stać czymś, co najsilniej nas z Nim złączy.

Ośmiele się powiedzieć, że często ciężkie doświadczenia są w darem, dostrzeganym dopiero po pewnym okresie. Łaską, którą otrzymujemy poprzez wspólną walkę z Bogiem, z tym co nas niszczy. Ogrom trudów, zmagań, wielokrotne upadki uzbrajają nas później w niesamowitą siłę – jeśli zwyciężymy. A musimy, bo na samym końcu to Jezus zmartwychwstał, a nie został pokonany przez nasze słabości. Więc z Nim nie możemy przegrać wojny, mogą się zdarzyć pojedyncze potyczki. Ale, mając Go zawsze po naszej stronie, nie ma wojsk, które dały by radę Stwórcy. Po, może bardzo długich, zmaganiach, z tym co kiedyś tak mocno wbijało Cię w ziemię – teraz wiesz, jak dzięki wierze można to pokonać. I pomyśl ilu osobom Twoje doświadczenie może pomóc. Im więcej było pól gdzie byłeś atakowany, tym większą posiadasz wiedzę na dane zagadnienie, grzech czy poczucie braku. Wygrywając – jesteś w stanie uzbrajać innych w podobnych wojnach. Być doradcą, taktykiem, dawać wskazówki, uświadamiać dlaczego ktoś w danym miejscu upada i wróg nad nim chwilowo tryumfuje. Coś co kiedyś tak mocno Cię doświadczało – teraz jest tak ogromną łaską, bo na tak wielu frontach możesz być oparciem i pośrednikiem przyczyniającym się do nawrócenia i spotkania Boga.

To są kolejne słowa na potwierdzenie tego, że Bóg przychodzi w miejscach, które dla innych są umarłe. Dlaczego wybiera tych słabych, upadających. Bo widzi, jak ogromne dobro, po tych doświadczeniach, człowiek może wynieść, i jak mocno pomnożyć, ilu ludzi obdarować. Że czasem musi pozwolić nam płakać, czasem musi patrzeć na nasze cierpienie, musi dopuścić fakt naszej chwilowej duchowej śmierci, by później podnieść nas z takiego upadku, że nie będziemy w stanie przypisać tego nikomu innemu poza Bogiem.

Dokładnie takie zachowanie jest opisane podczas wskrzeszenia Łazarza, gdzie Jezus celowo zwlekał z tym, żeby go wskrzesić. Wiedział, że Łazarz umarł, ale miał w perspektywie to, jak wielką chwałę przyniesie Ojcu, gdy go obudzi. Mimo to, widząc, że jest pochowany od kilku dni w grobie – nie był obojętny na jego śmierć. Zapłakał. Tak samo płacze kiedy my cierpimy. Ale wie, że czasem to konieczne. By potem nasze zmartwychwstanie, nawrócenie było źródłem naszej wiary, napędem do dawania świadectwa i dzieleniem się doświadczeniami, pomocą innym. Przywracanie nadziei, przekazywanie wartości, wyjaśnianie i odpowiadanie na wątpliwości, nauka cierpliwości, ufność w to, że Bóg ciągle jest i czuwa – to jest nasze pole działania.

Raz zapaleni, mamy świecić jasno, być widoczni. Rozświetlać mrok i po prostu być kontrapunktem dla świata.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *