Last updated on 7 września 2020
Złamane serce to bardzo wrażliwy temat. Często dopiero po czasie jesteśmy w stanie spojrzeć na to, co było, bardziej obiektywnie. Kiedy przyglądamy się obu stronom z dystansem i po części opanowanymi emocjami. Wtedy może paść kluczowe pytanie – czy to nie my sami złamaliśmy sobie serca będąc uzależnionym psychicznie bądź fizycznie od drugiej osoby?
Zanim nazwiemy coś miłością – warto zastanowić się na czym budowaliśmy daną relację, jacy i z czym w nią wchodziliśmy. Prawdziwa miłość wystąpi tylko między dwójką ludzi w pełni ukształtowanych, w pełni świadomych swojej wartości, kochających siebie, widzące zarówno swoje mocne i słabe strony, mające siebie jako „spełnione” niezależne jednostki, czujące się w porządku z tym, że nie są w żadnym związku i nie traktującego tego jako coś, co je determinuje. Poprzez to nie czują się gorsze, że nikogo nie mają i chęć „bycia z kimś” nie jest męczącą w ich głowie myślą, niezaspokojonym pragnieniem, celem. Musisz być pewny siebie, pewny swojego charakteru i pewny swojej wyjątkowości. Stoisz na równi z partnerem/partnerką – nie ma podkreślania różnicy ani poczucia niedocenienia przez to, że jesteś bardziej atrakcyjny, inteligentny, przebojowy, lubiany, szanowany.
Miłość ma kwitnąć z nami wraz z tym jak się rozwijamy. Jeśli ktoś w jakimkolwiek stopniu nas hamuje, powoduje poczucie bycia niedostatecznym lub nad nami wisi groźba, że możesz zostać skreślony przez jakieś zachowanie, cechę charakteru albo wizualną – relacja też będzie doświadczać regresu. To co dzieje się miedzy nami bezpośrednio maluje obraz tego nas łączy.
Kluczowe jest też by przyjrzeć się ranom, które nosimy w sercu. W jakim są one stanie – czy są uleczone, czy są obleczone w starannie założone opatrunki nad którymi czuwa lekarz, a może są intensywnie broczące krwią, a Ty tylko czekasz, by znalazł się ktoś kto to załata i poskleja.
„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”
Mt 11,28
I tylko u Boga możemy liczyć na pełną opiekę i najlepsze lekarstwo w związku z tym, co nosimy w sercu. Nie możemy próbować wciskać w te rany, opatrunki kogoś innego ani oddawać komuś innemu pieczę nad nimi. Bo inaczej tworzy się uzależnienie, a nie miłość…
Całe to poczucie niespełnienia bez związku, chęć spotkania kogoś, kto poskłada Cię do kupy zanim zrobi to Bóg powoduje, że ktoś zostaje włączony w proces gojenia. A jeśli odejdzie – zostanie zdarte z Ciebie żywcem wszystko to, gdzie ta osoba się znalazła. Pojawią się te same rany – wszystkie na raz ponownie otwarte. Wyjdzie cały brak samoakceptacji, niedocenianie siebie, niedostrzeganie własnego piękna, brak miłości do samego siebie. Dalej te same pustki w sercu. Wracasz do punktu wyjścia znając jedną drogę do naprawienia siebie – powrotu danej osoby.
I tak zatracasz się w przeszłości, żyjesz wspomnieniami. Nie potrafisz pozwolić komuś odejść przez zalewanie wiadomościami, błaganiami, pretensjami. Próbujesz żyć tak jakby ten ktoś dalej był w twojej codzienności. Kurczowo łapiesz się każdej namiastki jego obecności byle choć na chwilę doznać ukojenia w tym bólu. I tak toczy się walka o uleczenie – wciskając w rozgrzebane, krwawiące obrażenia kogoś, kto kiedyś chwilowo cię uzdrowił, ale teraz nie zrobi nic poza podrażnianiem tych skaleczeń.
Bo wspomnienia oscylują nie dookoła tego co między sobą dzieliliście, a dookoła tego co Ty czułeś, co Ty dostawałeś i czego Ci teraz brakuje. Tęsknisz nie za daną osobą, a za tym co ona sobą niosła Tobie. Chcesz znowu być słuchany, wspierany, pocieszany, a nie szukasz rozmów podnoszących tematy, które Was łączyły. Powracasz do momentów kiedy w końcu czułeś szczęście nie dlatego, że poznałeś kogoś takiego, a ponieważ ten ktoś zabrał od Ciebie jakieś negatywne emocje, zapełnił pewne braki, podniósł z kolan czy dał wiarę w siebie i przyszłość. I tak Twoje myśli krążą nie wokół was, relacji, a wokół Ciebie i Twojego uzależnienia.
Chęć bycia zaakceptowanym, pokochanym przez kogoś – gdy nie doświadczysz najpierw Bożej miłości, a uwierzysz komuś w jego zapewnienia o sile i nierozerwalności związku – jak bardzo Twoja wiara w ten piękny ideał upadnie? W jaki sposób będziesz w stanie zrozumieć Boga, jego miłosierdzie, niezawodność? Jak będziesz w stanie mu zaufać i powierzyć swoje serce, rany, słabości? Jak wielki strach będą budzić w Tobie słowa – na zawsze, nigdy, wiara, oddanie? Ile barier będziesz musiał złamać by dopuścić Go do siebie?

