Przejdź do treści

Połów

Last updated on 26 lipca 2020

Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: «Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!». A Szymon odpowiedział: «Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci». Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny». I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: «Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił». I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim. Łk 5, 4-11

Łatwo tak uciec od tego co pociąga doświadczenia Pana Boga, prawda? Powiedzieć – jestem grzeszny, jestem nikim. Co ja takiego mogę zrobić, ja – małoznaczący, niewyróżniający się człowiek. Żyjący w codziennym świecie, mający standardowe obowiązki, wypracowany rytm życia, dnia, pewne przyzwyczajenia, jakieś zajęcia – czasem nawet takie w których jesteśmy całkiem nieźli. Ale czujemy, że pracujemy dla siebie. Łowimy tylko ryby. Jako jedni z wielu. Pływamy po nieznanych wodach tego świata i każdy z nas poluje na jakieś małe zdobycze tego życia, co stanie się podstawą jego codzienności. Tym na czym każdy z nas liczy, że się wzbogaci.

Co Jezus może zrobić z naszym standardowym połowem? W jakim momencie on przyjdzie? Co będzie skutkiem posłuchania się Go?

Czym jest nasz połów? Może to być droga, którą staramy się odnaleźć w życiu, jakiś talent, próba znalezienia bliskiej nam osoby, chęć znalezienia radości w życiu, może spokój, ulga w życiu targanym różnymi przeżyciami, sytuacjami, które nas przerastają. Łowisz całą noc, jakiś szmat czasu i nic. Bez sensu, bez celu. Wracasz zrezygnowany do swojego świata i myślisz jak się utrzymasz, co teraz będzie, gdzie masz iść, jak się o siebie zatroszczyć. I przychodzi Jezus ze słowami – idź, zarzuć na nowo sieci. Znowu wypłyń, zacznij szukać, obudź w sobie nadzieję, odważ się. Ja jestem na brzegu i kontroluję sytuację.

Co zrobisz? Zaufasz? Przecież wiesz lepiej kiedy jest czas na połów, że teraz tam nie ma nic, że nie uda się  złapać cokolwiek w sieci. Szkopuł jest taki, że Bóg przychodzi w miejscach niemożliwych, skreślonych, tam gdzie nie widać żeby było miejsce dla Ciebie obfite i Ty nie dostrzeżesz w nim źródła.

A jeśli nagle okaże się, że otrzymasz tak wiele, że Cię to przytłoczy i nie będziesz mógł sam tego udźwignąć? Zostaniesz przygnieciony ciężarem tego daru, tej łaski. I jedyne co będziesz chciał powiedzieć – Boże, ja jestem grzeszny. Bo boisz się tej odpowiedzialności, która wynika z doświadczenia Jego działania. Nie możesz wrócić do swojej rutyny, do codzienności. Jesteś świadomy, że nie powinieneś zostać tam gdzie byłeś, że coś się musi zmienić. Ale naturalną reakcją jest ucieczka – odejdź ode mnie Panie. Jestem nikim, co ja mogę samemu zrobić w tym życiu po tym co mi właśnie objawiłeś? Jestem słaby, mogę nie dać rady, będę nie domagać. Będę wątpić, mogę się zgubić. Czuje swoje ograniczenia. Widzę je. Panie, zostaw mnie, nie dawaj mi tej łaski. Nie dawaj mi tych zadań, nie powołuj mnie. Boję się tego…

„Nie bój się. Odtąd ludzi będziesz łowił.”

Nie lękaj się. Dokonasz jeszcze większych rzeczy. Twoje ograniczenia się nie liczą wobec tego ile dzięki Tobie mogę dać. Możesz dokonać rzeczy ogromnych.

I Szymon poszedł za nim, zostawił wszystko.

Tyle w tym zależy od nas, ile razy będziemy robili podejścia do takiego przełomowego połowu. Jak często będziemy upadać przy kolejnych krokach żeby finalnie zostawić wszystko za sobą? Czy potrafimy wyzbyć się oceny, że nie warto tam szukać, że nie damy rady, że nie ma sensu, chęci powiedzenia Bogu nie? Czy później nie uciekniemy, nie będziemy chcieli się kłócić z Bogiem – ja wiem lepiej, że nie dam rady. Oddamy się strachowi? I czy odetniemy się od wszystkiego co ziemskie? I finalnie jak już nic nas nie będzie trzymać pójdziemy Jego drogą?

Tyle wyrzeczeń, tyle zaufania Bogu i tyle niepewności z naszej ludzkiej strony. Jak bardzo musimy się uwolnić od tych słów ludzi dookoła, żeby nie zrezygnować przedwcześnie z odkrycia tego co przyszykował dla nas Bóg? Jak bardzo musimy nabrać pokory, żeby nie chcieć próbować wmawiać Bogu, że wiemy lepiej gdzie mamy łowić, o jakiej porze? I skąd mamy czerpać odwagę, żeby odsunąć te wszystkie lęki na tyle, żeby nas nie przytłoczyły i stłumiły? Jak odnaleźć Jego drogę?

«Mamy tylko pięć chlebów i dwie ryby; chyba że pójdziemy i nakupimy żywności dla wszystkich tych ludzi». Było bowiem około pięciu tysięcy mężczyzn. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Każcie im rozsiąść się gromadami mniej więcej po pięćdziesięciu!» Uczynili tak i rozmieścili wszystkich. A On wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo i odmówiwszy nad nimi błogosławieństwo, połamał i dawał uczniom, by podawali ludowi. Jedli i nasycili się wszyscy, i zebrano jeszcze dwanaście koszów ułomków, które im zostały. Łk 9, 13-17

Nawet jeśli masz tylko odrobinę zaufania, okruchy pokory, resztki odwagi, widzisz tylko poświatę Jego drogi –  a potrzebujesz czegoś o wiele, wiele większego by działać – oddaj to Bogu i pozwól mu to pomnożyć. On się tym zajmie.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *