Przejdź do treści

Prawda

Last updated on 20 września 2020

 

Jezus począł czynić wyrzuty miastom, w których najwięcej Jego cudów się dokonało, że się nie nawróciły. Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno w worze i w popiele by się nawróciły. Toteż powiadam wam: Tyrowi i Sydonowi lżej będzie w dzień sądu niż wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz. Bo gdyby w Sodomie działy się cuda, które się w tobie dokonały, zostałaby aż do dnia dzisiejszego. Toteż powiadam wam: Ziemi sodomskiej lżej będzie w dzień sądu niż tobie.

Mt 11, 20-24

Nie jest to szokujące? Masz przed sobą Boga, który mówi do tłumów prawdę – okrutną, bezpośrednią, budzącą lęk. Nie chcemy słuchać takich słów. Sami nie chcemy w taki sposób do kogoś mówić.

Przestaliśmy zwracać innym uwagę na to, co jest nie w porządku. Boimy się wyjść z milczącego tłumu, by się nie wyróżniać. Nie chcemy być niemili, żeby nie zaczęli o nas źle myśleć. Uważamy, że to nie nasza sprawa, że ktoś robi coś, co nam się nie podoba i uważamy za złe, niemoralne, nieakceptowalne. Wolimy unikać bezpośrednich konfrontacji, pisząc w mediach społecznościowych pełne emocji, braku sympatii komentarze, wiadomości, szepcąc co myślimy pod nosem, obgadując kogoś za jej plecami. Nie chcemy stykać się z tym, co możemy spotkać przy normalnym dialogu – zranieniem drugiej osoby, jej smutkiem, mimiką, osobowością, przymusem dyskusji, możliwej riposty, wytknięciem tego, co samemu się źle zrobiło. Nie rozmawiając z daną osobą twarzą w twarz zatracamy to, że mówimy o człowieku, pozbawiamy jej całokształtu reakcji, zapominamy jak może to co mówimy zadziałać na nią, wytykamy, wyśmiewamy więcej niż normalnie w otwartym starciu byśmy podnieśli w rozmowie. Przestajemy brać odpowiedzialność za rzucane słowa, nie weryfikujemy źródła, nie szukamy argumentów, dużo rzeczy zaczynamy przyjmować na wiarę. Tracimy kontrolę nad tym, gdzie nasze słowa zostaną rozprzestrzenione, jak zmieniony zostanie ich kontekst, o ile różnić się będzie parafrazowany komunikat od pierwotnego zanim dotrze do rzeczywistego odbiorcy. Jak on zakrzywi spojrzenie ludzi dookoła, ile szkody, zmian w osobach przyniesie, ile emocji wzbudzi.

Po co wypowiadasz te słowa? Chcesz, żeby ta osoba się zmieniła? Jak w tym ma pomóc mówienie na ucho, mruczenie pod nosem, wypisywanie wiadomości, które są pozbawione wszystkiego poza treścią komunikatu, który może zostać różnie zinterpretowany? Idź i powiedz bezpośrednio, co robi źle. Jeśli nie umiesz powiedzieć czemu Twoim zdaniem pstępuje niewłaściwie – masz powód by zastanowić się skąd dana niechęć wynika. Może odkryjesz jakieś rany z przeszłości, z którymi trzeba będzie się zmierzyć, by móc spojrzeć ponownie z miłością na inną osobę. Jest prawdopodobne, że problem leży w kimś innym i pewnym jej zachowaniu, może Tobie samym. Będziesz mógł zmierzyć się z prawdą, odkryć skąd biorą się niesmaki wobec innych i zacząć naprawiać, to co potrzebuje uwagi i troski.

Nie chcesz zwracać uwagi, bo boisz się kontrataku ? Że ktoś uderzy w Twoje słabe punkty? Wyciągnie coś, co Ty uczyniłeś źle? Może to będzie dobra sposobność, że rozwiązać wszystkie konflikty między Wami, wyjaśnić rzeczy, które obydwoje mogliście wykonać inaczej, jak obydwoje siebie skrzywdziliście. Bądź stanowczy i nie pozwalaj odwracać kota ogonem, przechodźcie od jednej sekcji do następnej, słuchaj, ale wymagaj bycia wysłuchanym. Nie rób tego pod wpływem emocji, forsując to wszystko krzykiem, scenami –  bądź rzeczowy, miej przygotowane argumenty, przemyślane wypowiedzi, problemy i sprawy ubrane w słowa. Jeśli ta osoba się z Tobą nie zgodzi, nie będzie w stanie zmierzyć się z prawdą o sobie – nie forsuj na siłę, uczyniłeś co mogłeś. Jednak nie upoważni Cię to do obgadywania. Nie skreślaj tej osoby, daj jej czas przemyśleć wszystko – każdy w dowolnym momencie może nagle doznać „nawrócenia”, otwarciu oczu na pewne sprawy, aspekty, będzie chciała w pewnym momencie o tym porozmawiać. Nie buduj w sobie muru wobec tej osoby, co możesz czynić ciągłym rozgłaszaniem słów nieprzychylnych, pielęgnując w sobie negatywne emocje, żale, żeby gdy ta już przyjdzie do Ciebie by podnieść sprawy, na których Ci wcześniej zależało, będziesz ją w stanie przyjąć z otwartym sercem i głową. Nie zamykajmy się na przebaczenie, pojednanie. Usłyszenie negatywnych, przykrych prawd o sobie będzie boleć. Ale to też szansa dla nas, by pracować nad sobą, nie ranić innych ponownie swoimi zachowaniami, jeszcze bliżej się zjednać z Bogiem, otwierać oczy i coraz lepiej siebie poznawać. Móc przekuwać to co jest niedobre, jako źródło cnoty.

Nie bój się odpowiedzialności za swoje słowa, jeśli są słuszne Bóg wstawi się za Tobą, będzie Ci mówić jak się bronić. Nie unikniesz przykrych sytuacji, konfrontacji, poczucia, że nie poszło najlepiej. Ale jesteśmy powołani do życia w prawdzie, pozwólmy innym w niej także żyć i otwierać na nią oczy. Nie bądźmy biernymi obserwatorami – w ten sposób nikomu nie pomożemy. Pojednanie, przebaczenie, przyznanie się do słabości, otwarcie na nie oczu, motywacja do poprawy – to jest droga do poznania Boga. Nie możemy jej lekceważyć, nie możemy jej unikać.

Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu.Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.

Mt 5, 15-16

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *