Przejdź do treści

Nie daję rady…

Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką.

Mt 12, 14c

Bardzo poważne oskarżenie. Jaki obraz Jezusa musieli mieć faryzeusze formułując twierdzenie, że nie zależy Mu na żadnym człowieku. Przez pryzmat czego malował im się obraz chłodnego, bezwzględnego, obojętnego na los ludzki proroka? Nauka Syna Bożego miała charakter dualny – dopełniała słowa Pisma i wyjaśniała je, a jednocześnie burzyła całą hierarchię, system wartości, uprzedzenia, puste zasady którymi kierowali się uczeni w piśmie. Chrystus traktował ich surowo, ciągle napominał, często nawet kierując do nich negatywnie nacechowane określenia. Było to dla nich ekstremalnie szokujące.

Większość z nich do końca Jego życia nie poznała Go w prawdzie. Próbowali ocenić kim On jest, wybadać, zaklasyfikować nie burząc muru, który oddzielał Go od nich. A Jezus atakował ten mur pychy, grzechu, obłudnictwa. Zagrożeni wysnuli ocenę: chłodny, nie oglądający się na nich, odwracający się od innych.

Jak w tym wszystkim odnaleźć Boga kochającego, przygarniającego do Siebie, nie zostawiającego na pastwę zła, grzechu?

Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga.

Mt 12, 17

Czy jest w nas coś boskiego, co możemy ofiarować Bogu? Co należy do niego? W jaki sposób oddawać? Gdzie postawić granicę pomiędzy tym co jest nie z tego świata, boskie, a tym co należy do rzeczywistości materialnej, przemijającej, „cesarzowej”?

Jest jedna rzecz ofiarowana nam, należąca niepodważalnie do nas – nasze życie. Możemy zadecydować, kto będzie w nim rządził – król tego świata, czyli grzech i słabość, czy Bóg i Jego miłość? Bardzo ciężko czasem nam przyjąć Boga w swoim sercu. Są rzeczy, które prowadzą do tez, w których osądzamy Go, mówimy, że po prostu o nas nie dba. Dlatego na siłę, w tych swoich trudnościach, staramy się być mocni, iść do przodu, nie poddawać się i mówiąc Mu – „jeszcze daję radę. Jednak nie wiem ile jeszcze przyjmę tego, co mi stawiasz na drodze”. To co nas cechuje, że mimo tych trudności mamy w sobie ogromną wolę by walczyć, przetrwać i żyć.

Nie chcemy przyjąć obrazu siebie, że możemy w pewnym momencie usiąść na ziemię i zacząć płakać z bezsilności, zmęczenia, zrezygnowania. Wtłaczając w siebie obraz kogoś, kto musi mieć energię, motywację, by działać mimo trudności, szukać rozwiązań problemów, dawać sobie jakoś radę – nie umiemy nagle przestać oraz oddać Bogu życia w prawdzie mówiąc – nie mogę już dalej. Kluczowe jest to, że właśnie w takich skrajnych momentach najbardziej szczere są słowa – „nie potrafię już, nie daję rady. Przyjdź, prowadź. Przejmij ster tej łodzi płynącej w ogromnych sztormie mego życia”.

Dlaczego w Ewangelii jest napisane, że błogosławieni są smutni, ubodzy? Skąd taka skrajność? Obiecane jest nam na kartach Pisma pocieszenie, uleczenie, uzdrowienie, nadzieja, miłość, opieka, pomoc, zadbanie o to, żeby niczego nam nie zabrakło? Gdzie w tym wszystkim ma być wpisany smutek, cierpienie, ubóstwo?

To jest bardzo ryzykowna teza, ale czasem w naszym życiu musimy stać się tak zdołowani, sponiewierani, zranieni, przytłoczeni problemami, pozbawieni wszelkiego myślenia „ja dam radę”. Tylko w takich chwilach zrozumiemy prawdziwy obraz Jezusa ukrzyżowanego, który jawnie przedstawia: „NIE DASZ RADY SAM”. Ten drzewiec przypomina nam o tym, że my potrzebowaliśmy i nadal potrzebujemy zbawienia. Walka z grzechem, słabą naturą ludzką, zwątpieniem, brakiem siły z powodu huraganu w życiu jest z góry skazana na porażkę jeśli przystępujemy do tej walki bez Boga. Daje On najwięcej siły właśnie wtedy, kiedy najbardziej jej łakniemy i potrzebujemy. Stąd wynika doprowadzenie nas do takich sytuacji życiowym, byśmy mogli zostać najbardziej obdarowani, stojący w prawdzie przed sobą i przed Nim, mówiacy szczerze, świadomie, z czystą intencją, zrozumieniem : „Nie daję rady, umocnij mnie”.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *