Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie
Łk 12, 37-38
Wyjście z pustyni, wrzucenie w wir obowiązków. Zrobić to, załatwić to, ogarnąć to, pamiętać o tym. Praca studia, wspólnota, przyjaciele, rodzina. Dla każdego z tych elementów chce się mieć dostatecznie dużo czasu, bo każdy składowa Twojego życia jest ważna i nie znalazła się tam przypadkowo. Często i tak mamy wrażenie, że gonimy i wszystko robione jest to „po łebkach”. Co jest trudniejsze w tym wszystkim – w swoim dniu musisz mieć taki czas, kiedy chowasz na chwilę to wszystko do skrzyni, siadasz na niej i przygotowujesz się na spotykanie Boga. Umieć to zrobić nie w środku nocy, kiedy w końcu udało się większość spraw ogarnąć i przygotować na następny dzień, ledwie patrząc na oczy i kontaktując ze światem. Zmęczenie bardzo podbija negatywne emocje, utrudnia koncentrację, która jest konieczna, by zmagania, problemy odsunąć na bok, odciąć się na chwilę od nich. Wszystko to po to, by nic nie uniemożliwiało nam odnalezienie spokoju, ciszy płynącego jedynie od Boga. Mylnie dużo ludzi myli ten pokój z sytuacją, gdy nam się wydaje, że mamy kontrolę nad swoim życiem. Sytuacja właśnie jest paradoksalnie odwrotna. Często nie mamy kontroli, boimy się, zmagamy się z trudnościami, zadaniami podstawionymi, a jednak potrafimy nie poddać się temu, odnaleźć harmonię i dzięki niej z chłodną głową, siłą podchodzić do wyzwań. W spotkaniu Boga doświadczamy tego, że ten sztorm życia jest kontrolowany przez Jedną osobę. Że tylko jeden Człowiek, w osobie Jezusa, potrafi manewrować łodzią naszej codzienności, nie gubiąc w tym kierunku. Dzięki temu pamiętamy, że nie ważne jak ogromne są fale, jak silnie przechylają łódź – nie utoniesz, nie wypadniesz. Bez tej wiedzy tak często zatapiamy się w uczuciu zagubienia, beznadziei, braku orientacji, nieumiejętności podjęcia działania.
Cała taka praca nad sobą, by spotkać Boga w takich okolicznościach powoduje, że skutki Jego lepszego poznawania jednocześnie uzbrajają nas to w stan gotowości i czuwania. Ucząc się stawiania Boga w centrum, w dowolnej chwili, powoduje, że kiedy zakołacze do naszych drzwi, nie pozostaną one zamknięte na kłódkę. Nie odtrącimy osoby, która potrzebuje trochę naszego czasu, nie zlekceważymy prośby o wysłuchanie, nie wymówimy się obowiązkami wobec osoby, na której nam zależy, a która aktualnie liczy na nasze wsparcie. Zawsze zachowamy prawidłową kolejność priorytetów. Świadomi tego, czego w pierwszej kolejności mamy szukać, za czym dążyć, co pomnażać nie będziemy w stanie zamykać serca na Boga, kiedy On, wielokrotnie(!), będzie chciał wejść do naszego życia.
Jesteśmy sługami, którzy powinni być oddani obowiązkom dbania o to, co nam powierzono. Oczekiwanie na Pana nie może być wymówką, by zaniedbywać swojego życia i jego integralnych aspektów. Zostało nam przykazanie nie trwać na straży, być czujnym, ale jednocześnie rozporządzać dobrami, które On nam ofiarował. Pamiętać o ludziach dookoła i troszczyć się by nic im nie brakowało. Wypełniać sumiennie zadania, działać, pomnażać talenty. Walczyć o miłość, dobroć, nadzieje, wiarę w tym świecie. Nie zawieszać się, nie trwać w nostalgii i smutku. Nie mamy być udręczonymi duszami, wypranymi z pozytywnych emocji, ciepła, nieustannie przybitymi złem i grzechem panoszącym się w tym świecie. Miłość Boga to nie jest ucieczka od tego świata, to nie jest zastrzyk znieczulający nas i przemieniający nas w uzależnionych od kolejnych dawek światła wraków. Owszem, bez Niego, bez Ducha Świętego nie zrobimy nic. Kluczowe są te najintymniejsze, najbliższe, najbardziej osobiste spotkania z Nim. Ale mają one miejsce, by w czasie wypełniania prozaicznych obowiązków stawać się jak drzewo figowe i przynosić owoc.
Kiedy stajemy twarzą w twarz z naszym Panem dzieje się coś niesamowite. „Będzie im usługiwać”. Nie wiem, czy można piękniej określić ideał miłości, którą jest Bóg. W naszej głowie pewnie są wyobrażenia, że skoro jesteśmy sługami to kulminacyjnym punktem, wręcz sprawdzianem, będzie pokazanie tego jak nasze posługiwanie wygląda dając „pokaz” przed Panem. Dzieje się całkowicie odwrotnie. Otrzymujemy łaskę, łaskę i jeszcze raz łaskę. Dostajemy lekcję jak kochać, dbać, zaspokajać potrzeby innych będąc tym, kto doświadcza od Boga tego, co jest konieczne by żyć. Jezus sługa podaje nam do stołu pokarm, który możemy dotknąć, skosztować, którym możemy się posilić i zachwycić. Dlatego warto być czujnym, bo przez otrzymywanie Ducha Świętego zaspokajane jest wszystko, byśmy my mieli siłę działać i pomagać innym.
Jako słudzy potrzebujemy tej łaski. Bycie w stanie gotowości to nie jest coś, co ma nas wybijać z rytmu, odbierać nam coś z naszego życia, obowiązków, przyjemności tego świata. To jest troska Boga o to, byśmy nie ograniczali tego, co On chce nam dawać.

