Przejdź do treści

Wierzę, więc mogę

Wczoraj zasnęłam pierwszy raz w ciągu tego tygodnia spokojnie. Bez wątpliwości, bez strachu, bez lęku o każdy następny dzień. Czemu nie spałam? Bałam się, że utracę wiarę. Lękałam się tego, że ten świat zabije we mnie wszystko to, co dobre, życiodajne, piękne zasiane przez Boga. Każda jedna wątpliwość była jak ziarnko grochu, które spędzało mi sen z powiek, wypędzało spokój z serca, szarpało moje nerwy i powodowało szaleńczą wręcz niepewność co do jutra.

Co daje wiara? Nadzieję, a także świadomość, że co się nie zadzieje, nie ma nic, co oderwie nas od Boga. Zabrakło mi tego ostatnio. Udało się wbić Złemu klin w moją relację z Bogiem przez sugestie, że jestem w stanie Go odrzucić. Wczoraj we wpisie napisałam, że jest to rzecz, której lękam się najbardziej. Jest to dla mnie paraliżująca perspektywa: stać się taką osobą, w której sercu Bóg nie znajdzie ani grama swojej obecności w skutek czego powie, że mnie nie zna.

Bo góry mogą ustąpić
i pagórki się zachwiać,
ale miłość moja nie odstąpi od ciebie
i nie zachwieje się moje przymierze pokoju,
mówi Pan, który ma litość nad tobą

Iz 54, 10

Jednak tak się nie stanie. Nie ma miejsca, w które On za mną nie pójdzie. Nie ma działań, które mogą zabić we mnie Jego cząstkę. Nie ma osoby, która może stłamsić we mnie to ogromne życie zaszczepione przez Niego. Mój lęk jest nieuzasadniony. Wczoraj otrzymałam przed snem słowo: „Nigdy nie pozwolę Mi ciebie odebrać”. Proste, dosadne, szczere i rozbrajające.

Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza;  dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach.

J 10, 10-13

To jest świadectwo tego, że kiedy jestem osaczona przez wilki swoich myśli, pod ostrzałem grzechu, wystawiona, w niebezpieczeństwie to zamiast mnie za każdym razem umiera Jezus. To jest niesamowite doświadczenie, że gdy coś ma umrzeć to coś się we mnie rodzi. W chwilach gdy myślę, że właśnie to jest moment, kiedy nie pozostaje mi nic innego jak skapitulować, to nagle wstaję z popiołów jako nowa, umocniona, jeszcze silniejsza osoba. Nawet jeśli coś z pozoru wydaje mi się kompletnym bezsensem to w pewnej chwili staje się dla mnie istotą wszystkiego. Pragnienia, które czuje, że są niszczące, zostają zaspokojone i ukazane w świetle zrozumiałym dla mnie. NIe zniewalającym, a pięknym.

Te słowo – zależy. Na miłość Boga nie trzeba zasługiwać, bo mu zależy. On sam będzie w naszej relacji walczyć o nas. Bałam się, że gdy przestanę bić się z tym światem o moją wiarę, to ona upadnie. Zapomniałam, że gdy jest źle to obie strony starają się naprawić wszystko, co jest podziurawione. Nieopatrznie zamknęłam się z myślą – muszę sama to przerobić ze sobą. Tylko, że nigdy nie będą sama i nic nie muszę, bo nie będę skreślona i moja wiara nie upadnie. Jeśli w tym dopuszczę Boga.

„Nigdy nie pozwolę Mi ciebie odebrać”

Wierzę i ta wiara będzie trwać. Za każdym razem gdy ma ona umrzeć – ona narodzi się na nowo przez ofiarę Jezusa. Gdy ja mam upaść, to zostanę podniesiona. Nie muszę być słaba, zlękniona, przygaszona na duchu, niezdolna do budowania miłości. Krzyż nie jest jedynie ofiarą daną nam by mieć opcje powrotu, gdy się zerwie kontakt z Bogiem, ale też jest dla nas symbolem, że dzięki Jezusowi możemy walczyć i zwyciężać ze złem oraz niszczeniem miłości. (Wyłącznie) dzięki Niemu możemy budować, możemy kochać, możemy być podporą i możemy pomnażać dobro. Nie jesteśmy niewolnikami grzechu, nie musimy Go popełniać.

Wierzę. Dlatego wiem, że mogę przenosić góry. A wiem, że gdy one zaczną się trząść – dookoła mnie zostanie rozstawiony namiot Boga, który uchroni mnie przed wszystkim.

Po prostu wierzę.  I wiem, że mogę. Ufam.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *