Przejdź do treści

Stałość

Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: „Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony”. Zapytali Go: „Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie?” Jezus odpowiedział: „Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: „Ja jestem” oraz: „nadszedł czas”. Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec”. Wtedy mówił do nich: „Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie”.

Łk 21,5-11

Wszystko jest ulotne, chwilowe, relatywne i zmienne. To, co nam wydaje się stałe na tym świecie zaraz może zostać dostosowane, okrojone z jakiejś istotnej części, pozbawione pierwotnego znaczenia, skryte czy zniszczone. Relacje się rozpadają, związki giną, ludzie odchodzą lub umierają. Nasza uroda przemija, umysł z wiekiem zacznie szwankować, sprawne ciało zmienia się w coraz to gorzej działający mechanizm. Nasz charakter, jak plastelina, jest nieustannie kształtowany. Wielokrotnie otrzymuje całkiem nowe formy i zostaje wpasowany w aktualną sytuację życiową. Wartości mogą być zniszczone za sprawą jednego wydarzenia, serce przekute w kamień przez wyłącznie jedną osobę, plany pokrzyżowane jedną decyzją lub niezależny od nas czynnik.

Płyniemy po bardzo burzliwych wodach. Raz dryfujemy na fali po to, by zaraz zanurkować i wpłynąć w dolinę. Momenty flauty, spokoju, ciszy wydają nam się utęsknionym ukojeniem, momentem gdy odnaleźliśmy miejsce, gdzie chcemy spocząć. Delektujemy się tą chwilą świetności, wolności od zmartwień i niepewności, stabilizacją.

Nasz organizm bardzo lubi stabilność. Woli poleżeć dłużej w łóżku, porobić mniej wymagające umysłowo rzeczy, przekładać aktywność fizyczną na później, wziąć się za obowiązki te kilka chwil później niż się pierwotnie planowało, pomarnować trochę czasu zanim przysiądzie do tego, co istotne. Często mamy wrażenie, że nie ma innej drogi egzekwowania naszej woli niż walka na śmierć i życie ze sobą o to, żeby zrobić to, co musimy, a czego tak bardzo nam się nie chce.

Te czasy świetności nie mogę trwać wiecznie. Nic co materialne, ludzkie nie może się ostać. Raz wydaje nam się, że tryumfujemy nad życiem, by zaraz później upaść na kolana i szukać oparcia, siły, która nas dźwignie i postawi w pionie, a najlepiej jeszcze potrzyma, byśmy byli stabilni. Te momenty, gdy było dobrze, zakorzeniają się w naszej głowie jako męczące pragnienie – wróć do tych wspaniałych czasów. Często robimy wszystko, by przywrócić coś, co jest przyszłością, a co wydaje nam się, przez nieustanne pielęgnowanie tego w sercu, czymś bliskim, na wyciągnięcie ręki. Zatopieni we wspomnieniach, próbujący na siłę zatrzymywać kogoś przy nas, szukający starej osoby w kimś, kto obudził się już jako ktoś inny, nowy, zmieniony, nieprzyjmowanie tego, że już istnieją tylko nasze wyobrażenia o tym, co może być. Może czasem pracujmy ponad siły by osiągnąć poprzedni stan materialny, do którego przywykliśmy, uczymy się więcej, by mieć takie dokonania i osiągnięcia jak wcześniej, trenujemy więcej by wrócić do sylwetki i kondycji sprzed upadku.

Często też nie przyjmujemy zmian, które zachodzą w nas. Nie pozwalamy na kształtowanie siebie, swojej osoby wydarzeniami, nie chcemy zmieniać celów i marzeń. Nie jesteśmy chętni by dostosowywać ramy, do obrazu życia, a na siłę wciskamy rzeczywistość do naszego rozmiaru obramowania. Boimy się tych zmian, czujemy niepewność, może zagubienie. Często nie wiemy gdzie się obudzimy następnego dnia jeśli teraz, w tej sekundzie przestaniemy walczyć. Czasem wydaje nam się, że jest tak długo do kitu, że będzie to trwać wiecznie.

Też nie zawsze musi być źle. Zdarza się okres, gdy jest pięknie. Ale nie jest to radość z niezmiennego stanu rzeczy. Nieustannie pojawiają się jakieś nowości, które powodują, że jest po prostu cudownie. Jest tak ponieważ jest tylko jedna Stałość, jeden Niezmiennik. Ktoś, który jest ponad czasem powodującym zmiany. Dla Którego nie jest straszne to, że z każdym oddechem upływają sekundy życia. Dla Którego nie ma zagrożenia, że czegoś może braknąć, że czegoś nie da się zwyciężyć lub czegoś nie da się zatrzymać. Nie ma lęku o jutro. Nie ma determinizmu, fatum, niepewnej ścieżki,  przumusu zgubienia światła i nadziei.

Może mamy aktualnie wrażenie, że nawet wiara, wbrew tym słowom, się zmienia. W końcu powstają nowe płaszczyzny funkcjonowania ludzi, nowe perspektywy, które będziemy chcieli zbadać i nowe działania, których będziemy chcieli się podjąć. Musimy szukać moralnych granic chrześcijanina np.: w hodowaniu organów (kiedy nie przekroczymy granicy nienaruszalności życia, kiedy nie zaczniemy przemieniać swojego ciała w pół-roboty), gdzie i w jakich aspektach medycyna narusza zasady bioetyki. Jak działać w internecie? Jakim językiem rozmawiać z ludźmi, którzy stają się coraz bardziej różni z zachowania od tych zarysowanych na kartach Biblii? Wszystkie kryzysy kościoła, moralności ludzkiej, przesuwane granice dobra i zła – przez to również można się pokusić o stwierdzenie, że wiara nie jest inwariantem.

Jednak w przytoczonym fragmencie wyraźnie jest powiedziane, że Bóg jest niezmienny. Jego królowanie będzie trwać wiecznie. Nawet grzech i zło zostaną ostatecznie kiedyś zgładzone. Nie zostanie nic poza miłością, Nim i tymi, którzy z Jego miłosierdzia nie zrezygnowali. Dlatego też serce ludzkie będzie nieustannie, niezmienne pragnąć Jego obecności, miłości, dobra, łaski, spokoju, stałości. Musimy być świadomi, że będą próbowali nas odciągnąć od Niego, próbować wmówić, że w Nim nie ma tego stałego oparcia, którego każdy chrześcijanin szuka, że Jego pokój nie z tego świata jest mitem. Że jeszcze trochę i nauka całkowicie udowodni, że Boga nie ma, a na tronie życia, świata i czasu postawi ostatecznie nowego króla – człowieka.

Zawsze próbowaliśmy się stawiać na poziomie bogów, od Adama i Ewy aż do teraz. Będziemy robić to dalej. Tylko, że my przemijamy, nasze życia się kończą, gasną jak świece. Dlatego tak istotne jest pamiętanie, co się ostanie – nasz duch należący do Jego stałości. Dlatego w tej nieustanie zmieniającej się codzienności warto poświęcić chwilę by „zatrzymać” ten czas i przypomnieć sobie, jak uwolnić się od „nieuchronnej” perspektywy końca. Warto zrezygnować z tych kilku sekund, by odzyskać je wszystkie w obiecanej przyszłości.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *